Forum www.kobietybi.fora.pl Strona Główna www.kobietybi.fora.pl
Kobiety Bi miejsce spotkań
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy     GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Autorka "Monologów waginy": Byłam dzieckiem, kiedy

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.kobietybi.fora.pl Strona Główna -> Artykuły
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Hellada




Dołączył: 14 Mar 2013
Posty: 5004
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 92 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kosmos ściślej Warszawa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 9:39, 06 Kwi 2015    Temat postu: Autorka "Monologów waginy": Byłam dzieckiem, kiedy

Artykuł pochodzi z "Wysokich obcasów" z 19 lutego 2015

Nie mam takich problemów z ciałem, ale ten tekst mnie bardzo poruszył.

[link widoczny dla zalogowanych]

Autorka "Monologów waginy": Byłam dzieckiem, kiedy gwałtem odebrano mi ciało


"Zostałam wygnana z własnego ciała. Zostałam z niego wyrzucona w bardzo młodym wieku i się zagubiłam" - pisze pani w najnowszej książce "W trzewiach świata". Co to znaczy?

Kiedy kobieta jest wykorzystywana, bita, jej ciało staje się krajobrazem terroru. Wie pani, jakie skojarzenie to we mnie budzi? Ziemi wyniszczonej przez ogień. Jedynym sposobem ucieczki jest opuszczenie ciała, które stało się źródłem cierpienia. Co trzecia kobieta na Ziemi jest ofiarą przemocy. Żyją w oderwaniu od ciała, od tego, co ono czuje, od instynktów.

Ja też w dzieciństwie jakbym straciła mapę i radar - to właśnie dlatego przez wiele lat byłam zagubiona - brałam narkotyki, piłam na umór, pieprzyłam się z byle kim. Pragnęłam, żeby ktoś mnie ciągle dotykał, byłam anorektyczką. To były desperackie próby powrotu do ciała, jakże nieudane. Postrzegałam swoje ciało jako smutną konieczność. Przemoc spotkała mnie ze strony człowieka, którego kochałam najbardziej na całym świecie.

Od ojca.

Bardzo wiele z tego, co mi robił, wymazałam z pamięci. Ale mam przebłyski. Od moich najmłodszych lat tata przekraczał granice mojej intymności - nie chcę o tym mówić, ale był jednocześnie w stosunku do mnie czuły, kochałam go więc nad życie. Gdy miałam koło dziesięciu lat i zaczęłam wyczuwać, że coś w jego zachowaniu jest nie tak, ojciec jakby się zawstydził i odwrócił się ode mnie. Stał się w stosunku do mnie agresywny. To odtrącenie było tym straszniejsze, że wcześniej tak mnie adorował. Przez lata, do 16. roku życia, kiedy wyprowadziłam się z domu, byłam ofiarą jego przemocy.



We wspomnieniach wracają do mnie sceny, gdy tłucze moją głową o ścianę, bije mnie pasem, uderza w twarz pięścią, tak że leci mi z nosa krew. Ta przemoc stała się moją codziennością, czymś zwykłym. Gdy poszłam do liceum, opowiadałam, zaśmiewając się, jak ojciec biegał za mną z nożem kuchennym. Nikogo to nie bawiło.

Wyrosłam na zwichniętą dziewczynę, która nie umiała się do nikogo przywiązać, bo nie poznała w domu, co to więź - ani z matką, ani z ojcem. Miałam niską samoocenę, zawsze czułam się winna, w co drugim zdaniu mówiłam "przepraszam".



Matka nie chroniła pani. Opisuje pani, jak odwracała uwagę ojca od siebie, wystawiając panią do bicia. Gdy przychodził pijany, mówiła: "Eve dziś źle zachowywała się w szkole".

Wiele lat przepracowywałam swój gniew w stosunku do niej za to, że nie tylko mnie nie broniła, lecz także prowokowała przemoc. Ale nie lubię obwiniać kobiet, bo są wplątane w patriarchalną pułapkę. Moja mama pochodziła z bardzo ubogiej rodziny. Małżeństwo z ojcem było jej ucieczką przed ubóstwem. Już nigdy nie chciała głodować. Co miała zrobić? Uciec z trójką dzieci? Nie chcę jej bronić, ale wybaczyłam jej to. Jednak myślę, że najgłębsza rana, którą nosiłam przez lata, to ta, że nigdy nie czułam, iż mama mnie obroni. Myślę, że to poczucie dla wielu wykorzystywanych kobiet na świecie jest najgorsze - że nikt się za mną nie ujmie.

Podczas wystąpienia na konferencji TED mówi pani, że przez długi czas czuła, że ma tylko głowę.

Po wielu latach terapii mój terapeuta powiedział: "Eve, właśnie zdałem sobie sprawę z tego, że nigdy nie myślę o tobie jako o osobie, która ma ciało. Tak jakbyś miała tylko głowę". I nagle zdałam sobie sprawę, że ja również nie myślę o sobie jako o osobie, która ma ciało. Ono nie należało do mnie, zostało mi odebrane gwałtem i zniszczone. Nienawidziłam go.



"Ponieważ własne ciało nie mogło stać się dla mnie punktem odniesienia, zaczęłam pytać inne kobiety o ich ciała, a zwłaszcza o pochwy (czułam, że są szczególnie ważne)". W 1996 roku pisze pani słynne "Monologi waginy".

Sztuka powstała na podstawie rozmów o waginach z 200 kobietami. Przepytywałam je i potem pisałam teksty. Czasami wystarczyło, że usłyszałam jedno zdanie, takie jak: "Nie zapuszczałam się tam od roku 1953" - i to uruchamiało cały monolog pewnej Żydówki z Queens, która opowiadała o swojej waginie jak o zatęchłej piwnicy.



Dostałam obsesji na punkcie wagin, o niczym innym nie chciałam mówić. Myślę, że część znajomych uznała, że zwariowałam.

Co pani odkryła?

Niektóre kobiety nie miały nigdy orgazmu, inne nigdy nie widziały swoich wagin, wiele nie miało pojęcia, co sprawia im przyjemność, wiele miało upokarzające doświadczenia, które zabiły ich apetyt seksualny. Ich opowieści były szokujące, dzikie, zachwycające. Pomyślałam, że nigdy nikt ich głośno nie wypowiedział, więc może warto?


Miała pani 30 lat i nagle stała się sławna.

To stało się w jedną noc. Byłam zaszokowana, że najbardziej radykalna rzecz, jaką napisałam, była właśnie tą, którą ludzie pokochali. Byłam zaskoczona, bo szczerze mówiąc, gdy wykonywałam "Monologi ", pierwszy raz się modliłam, żeby nikt mnie nie zastrzelił po premierze.

Przykleiła się do pani etykietka "pani od wagin".

I to jak!

Od czasów "Monologów " napisałam już tyle książek, a nadal wszyscy mówią tylko o tej. To jakbym miała wiele dzieci, ale tylko jedno dostawało całą uwagę. Ale błogosławię "Monologi ", bo dzięki nim odwiedziłam ponad 60 krajów i poznałam wspaniałe aktywistki walczące z przemocą wobec kobiet. Dzięki nim trafiłam do obozów dla uchodźców, do organizacji opiekujących się kobietami po wojnie na Bałkanach, do Afganistanu, gdzie kobiety były karane chłostą, do Kenii, gdzie wycina im się łechtaczki.

Słuchałam historii kobiet molestowanych w swoich łóżkach, oblewanych kwasem w swoich kuchniach. Zobaczyłam ciała noszące blizny po nożach i papierosach. Zobaczyłam, że świat jest pełen kobiet, którym odebrano ich ciała.


"Monologi waginy" zapoczątkowały międzynarodowy ruch przeciw przemocy wobec kobiet. To ruch V-Day (V jak vagina, wagina, i jak violence, przemoc). Raz do roku kobiety wystawiają "Monologi waginy" w proteście. Od niedawna również tańczą w ramach ruchu One Billion Rising [w Polsce pod nazwą Nazywam się Miliard].

Pierwszy V-Day miał miejsce w 1998 roku. Zaprosiłam genialne aktorki, by wystawiły monologi i zainaugurowały V-Day. Załapało! Kobiety na całym świecie zaczęły wystawiać "Monologi " jako protest przeciw przemocy.



Następna książka, którą pani pisze - "Dobre ciało" - jest o brzuchu. Strasznie się pani ćwiartuje.

No właśnie. Skończyłam wtedy czterdziestkę i moje ciało zaczęło się zmieniać. Miałam wielkie, wzdęte brzuszysko. Dostałam na jego punkcie obsesji, tylko o nim mogłam myśleć. Spędzałam godziny na siłowni, żeby się go pozbyć. I zaczęłam się zastanawiać: czy to w ogóle możliwe, że jestem radykalną feministką, skoro własny brzuch spędza mi sen z oczu?

Nie podobał się pani, bo nie był idealny.

Nie podobał? Ja go nienawidziłam!

W pewnym momencie pomyślałam: masz problem. Zobaczyłam, jak straszny jest rozdźwięk między ideami, których miałam pełną głowę, a nienawiścią do własnego ciała. Nie można sobie intelektualnie powiedzieć: kocham swoje ciało. Jeśli naprawdę nie czujesz się w nim dobrze, będziesz je męczyć, atakować, torturować, wystawiać na ból i ciągle będziesz uważać, że powinno być lepsze, niż jest. "Dobre ciało" to był mój sposób na to, by przeanalizować swoją niechęć do własnego ciała i przyjrzeć się relacji, jaką inne kobiety mają ze swoimi ciałami.


I co mówiły?

Zależy gdzie, ale generalnie ich opinie nie były zbyt dobre.

Myślę, że neoliberalny kapitalizm wspaniale wytresował kobiety na całym świecie. Media przyuczyły nas, jak nie ufać własnemu ciału. Sprzedały nam kompletnie nierealny obraz tego, jak powinnyśmy wyglądać, i teraz wszystkie próbujemy osiągnąć ten niedościgniony ideał.

Wydajemy miliony na kosmetyki, zamiast wydać te pieniądze na coś naprawdę ważnego, na naprawę świata. Myślimy o zmarszczkach, zamiast zauważyć, że mamy ogromne rozwarstwienie społeczne, że system pozwala na tak wielką dysproporcję między tym, ile zarabia wąska grupka bogatych i masy biednych. Zamiast myśleć, że do 1 proc. bogaczy należy połowa świata - martwimy się o cellulit na udach. Godzimy się na nierówności płci, brak sprawiedliwości rasowej, przemoc, bo wolimy walczyć o płaski brzuch.

To genialne odwrócenie uwagi od prawdziwych problemów, nie sądzi pani? Kiedy zaczynasz to widzieć jako taktykę odwracania uwagi, nagle zdajesz sobie sprawę, że najbardziej radykalna rzecz, jaką możesz zrobić, to pokochać swoje ciało.


Co więcej, ta nienawiść do ciała sprzedawana jest jako miłość. Kochaj swoje ciało, dbaj o nie.

Otwórzmy oczy. Neoliberalna maszyna wie, jak sprzedawać rzeczy. Umie tworzyć miraże. Wie, jak sprawić, by coś wyglądało, jakby było czymś innym. Coś tuczącego sprzedać jako coś dietetycznego. Coś taniego jako coś luksusowego.




Jak poznała pani doktora Denisa Mukwegego, kongijskiego ginekologa, który leczy ofiary gwałtów wojennych (za tę działalność dostał rok temu Nagrodę Sacharowa przyznawaną za działalność na rzecz praw człowieka)?

Zostałam zaproszona przez ONZ, by zrobić z nim wywiad. Spotkanie z nim zwaliło mnie z nóg. Dziś wiem, że mogę go opisać dwoma słowami: dobry człowiek. Wtedy byłam przytłoczona tym, jak przerażająca była rzeczywistość, w jakiej pracuje, dzień po dniu naprawia zakrwawione, rozdarte pochwy ofiar gwałtów. Do czasu tego wywiadu niewiele wiedziałam o wojnie w Kongu. Spotkanie z Mukwegem było dla mnie porażające. Na koniec zapytał mnie: "Czy zechciałabyś przyjechać do Konga i zobaczyć, czy w jakikolwiek sposób możesz nas wesprzeć?". Więc pojechałam.

Masz prawo bać się porodu

To był kolejny punkt zwrotny w moim życiu i rozumieniu świata. Zrozumiałam, że od lat przymykamy oczy i napędzamy potworną wojnę. Wojnę, która wyrosła z kolonializmu, rasizmu, chciwości, braku szacunku dla Ziemi, dla własności innych ludzi. I zobaczyłam, jak ta wojna toczyła się również na ciałach kobiet. Nagle dostrzegłam, że jeśli pozwalamy na tę przemoc, to niedługo to bestialstwo stanie się trendem przyszłości. I tak się dzieje. Popatrz na Irak, na Syrię, na Sudan. Oczywiście gwałt wojenny to nic nowego, ale poziom bezwstydnej przemocy jest dziś katastrofalny. To, co zobaczyłam i usłyszałam w Kongu, rozbiło mnie na kawałki.

Jakie to historie?

Nie lubię ich opowiadać. Słyszałam opowieści o sześciomiesięcznych dzieciach gwałconych na oczach matek, o dziewczynce, która się moczy, bo w przeszłości wbijali się w nią potężni mężczyźni, o 80-letniej kobiecie z wyrwanymi ze stawów nogami, które żołnierze założyli jej na głowę, by móc ją zgwałcić. Poznałam kobiety pozbawione kończyn i narządów płciowych. Kobiety pokryte bliznami po maczetach. Cuchnące moczem i kałem, bo w wyniku gwałtów w ich ciałach powstały przetoki i teraz przeciekały. I liczby! Liczby tych ofiar! W wojnie zginęło prawie 8 mln ludzi. Sam szpital doktora Mukwegego przyjął 300 tys. kobiet ofiar gwałtu.

W książce pisze pani, że czuje się osobiście odpowiedzialna za tę wojnę. I że ja również powinnam. Że to nasz rozwój i bezmyślna gonitwa za nowoczesnością ją napędzają.

Bo tak jest. Oto my - z naszymi smartfonami, konsolami do gry, rozwijający swoje kariery, ciągle gnający do przodu. Nasz nowoczesny sprzęt pełen jest minerałów z Konga - cyny, miedzi, złota i koltanu.

Nasz rozwój i nasze ambicje okupione są śmiercią ludzi w Kongu. I nawet jeśli nie dopuszczamy tego do naszej świadomości, to ten związek - między rozwojem cywilizacyjnym a wojną w Kongu - istnieje.

Kapitalizm oduczył nas myśleć. Zmienił ludzi w pracujące maszyny. W każdym mieście zachodnim, które odwiedzam, nikt nie ma już czasu. Wszyscy są zapracowani, gdzieś pędzą, coś muszą natychmiast załatwić. Nikt nie ma czasu na refleksję nad tym, jakim kosztem odbywa się nasz pęd. "W trzewiach świata" nauczyło mnie, że wszystko na świecie się ze sobą łączy. Więc należy sobie tylko postawić pytanie: gdzie jest ten łącznik? I stawiać je sobie codziennie. Jak to, co robię, jak żyję, wpływa na świat?


Ale co ja mogę?

Stawiaj pytania firmom produkującym rzeczy, których używasz. Zapytaj je, w jakich warunkach i na jakich zasadach wydobywane są minerały w Kongu. Zapytaj, kto za nie umiera. Już sama rozbudzona świadomość to jest coś - wojna trwa od 14 lat i większość ludzi w Europie i Stanach nie ma o niej pojęcia, bo jest ignorowana przez media.


Byłam w Bośni w czasie wojny. Ta wojna trwała półtora roku. 40 tys. kobiet zostało zgwałconych. Ale wojnę zakończono, bo to były białe kobiety z klasy średniej w centrum Europy. Wojna w Kongu trwa 14 lat, zginęły miliony ludzi, setki tysięcy kobiet zostało zgwałconych. I nikt nie może tego przerwać? Gdzie jest wola świata? Gdzie jest troska?



Czy teraz jedzie pani do Konga?

Tak, za dwa dni. Spędzam tam dwa miesiące w roku. Jadę do Miasta Radości. Gdy pierwszy raz pojechałam do Konga, zapytaliśmy z doktorem Mukwegem kongijskie kobiety, czego najbardziej im brakuje. I mogę dziś z dumą powiedzieć, że Miasto Radości to realizacja ich wizji. Chciały mieć bezpieczne miejsce, w którym mogłyby być leczone, w którym mogłyby się uczyć i rozwijać. Moim zadaniem było zdobywać na ten projekt fundusze za oceanem. Kongijskie kobiety wybudowały to miejsce własnymi rękami i same je prowadzą. To jedno z najpiękniejszych miejsc na ziemi. Tam, gdzie było bagno, dziś rosną róże. Do tej pory przez Miasto przeszło 500 kobiet.

Jak to działa?

90 kobiet zostaje przyjętych na sześć miesięcy. Wszystko jest opłacone - mieszkanie, jedzenie, terapia, lekcje. Mają edukację seksualną, zajęcia z komputerów, lekcje rolnictwa. Zgłaszają się do nas kobiety z całego kraju. Są leczone w szpitalu Pansi w klinice doktora Mukwegego. Kiedy do nas przyjeżdżają, mają rany, choroby, zniszczone części ciała, co noc budzą je koszmary. Gdy wychodzą, są jak kwitnące kwiaty.


Ma pani 57 lat, jest w trakcie budowy Miasta Radości, które ma zostać otwarte w maju 2010 roku, i nagle, 17 marca, dowiaduje się pani, że ma ogromny guz w macicy.

To był szok. I kolejny punkt zwrotny w moim życiu. Myślę, że już wcześniej przeczuwałam, że coś jest nie tak, ale pozwoliłam sobie trwać w półśnie. Przecież ten wzdęty brzuch to był pierwszy sygnał, ale go zignorowałam. To ten sam rodzaj lunatykowania, w którym tkwi ludzkość, nie chcąc się przyznać, że doprowadzamy do agonalnego stanu naszą planetę. Przymykamy oczy i udajemy, że nic złego się nie dzieje.


Tak samo ja ignorowałam sygnały. Przez lata już nie miałam okresu i nagle w noc, kiedy Obama został wybrany na prezydenta, zaczęłam krwawić. Śmiałam się, że widocznie mam na to taką emocjonalną reakcję. Miałam niestrawność, bóle, problemy z wydalaniem, krwawiłam. Dlaczego to ignorowałam? Tak samo ignorujemy zatrute rafy koralowe, informacje o topniejących lodach arktycznych, o rosnącym stężeniu dwutlenku węgla. A potem zaczęłam cierpieć.

I gdy lekarz wyszedł z wynikami kolonoskopii, był blady. "Jest źle" - powiedział. "Źle?" - zapytałam. "Bardzo, bardzo źle". Rak był wszędzie. W macicy, okrężnicy, odbytnicy, węzłach chłonnych i w wątrobie.

Pomyślała pani: "Teraz umrę"?

Tak. Dowiedziałam się w czwartek. W poniedziałek przyjęto mnie do kliniki. We wtorek zrobiono badania. W środę miałam operację. To był czwarty stopień raka, więc operowano jak najszybciej.

Całe to doświadczenie było horrorem, ale było również niesamowite. Po operacji miałam w sobie pełno rurek, odwrócone jelito i podpiętą stomię, przez całe ciało szła wielka blizna. I nagle poczułam, że mam ciało! Mój Boże, to było moje ciało, w którym będę żyć!

Moja siostra przyłapała mnie na tym, jak macam stomię - woreczek z kupą, która wychodziła ze mnie - i powiedziała: "Eve, zdajesz sobie sprawę z tego, że to, co robisz, jest obrzydliwe?". Ale ja byłam zafascynowana. Myślałam: jestem ciałem!


I chcę to powiedzieć wszystkim kobietom: nie trzeba przejść przez czwarty stopień raka i mieć wyciętej połowy organów i wstawionych nowych, by wrócić do swojego ciała. Ale mnie potrzebny był aż taki szok, by się przebudzić, by wrócić, zamieszkać w swoim ciele.

W "Trzewiach..." tworzy pani metaforę między pani ciałem i rakiem, który je toczy, a ciałem Matki Ziemi i zniszczeniem, które toczy ją.

Jak mogłam nie poczuć tej więzi? Tego samego dnia, gdy telewizje podały wiadomości o wycieku ropy do Zatoki Meksykańskiej, miałam wewnętrzny wylew ropy, która zebrała się w organizmie po infekcji pooperacyjnej. Patrzyłam na pelikany ze sklejonym piórami w telewizorze i po raz pierwszy w życiu czułam więź z przyrodą. Czułam, że rozdział między nami a naturą został wymyślony po to, byśmy mogli bez wyrzutów sumienia podbijać i wykorzystywać Ziemię, gwałcić ją.

Pani pisze poetyckimi metaforami, ale pani wizja jest wizją polityczną.

Neoliberalny kapitalizm oparty na wolnym rynku to system, w którym wygrać mogą tylko najbardziej agresywni, najlepiej wykształceni, najbardziej uprzywilejowani. Cała reszta spadnie na dno. Mierzi mnie taki system. Interesuje mnie system, w którym ważna jest wspólnota, poczucie więzi. Świat dziś oparty jest na agresji, dominacji, braku zaufania. Czas zdać sobie sprawę, jak straumatyzowana jest ludzkość. Poziom przemocy jest przerażający. I wszyscy w tym tkwimy.

Nowy system powinniśmy oprzeć na wzajemnej trosce, zajęciu się wykluczonymi, ofiarami. Zamiast spychać tych, którym się nie powiodło, na dalszy margines, musimy się nimi zaopiekować. Jak długo jeszcze będziemy się godzić na to, żeby "elity" stwarzały sztuczne podziały i konflikty między ludźmi, by odwrócić ich uwagę od tego, że biorą całe bogactwo świata tylko dla siebie?


Tylko jak stworzyć więź bez wzajemnego zaufania? Jak działać razem, gdy uważamy się za wrogów? Nauczmy się mówić głośno o naszych ranach, zacznijmy artykułować nasz ból. Zmiana może nadejść tylko wtedy, gdy nasze historie wybrzmią. Nie dajmy się uciszyć. Zrozummy wreszcie: żadna z tych spraw nie jest problemem indywidualnym, jesteśmy bohaterami jednej historii.

Nie można samemu sprzeciwić się despocie. Wiem, co mówię. Mam to doświadczenie z dzieciństwa. Nie dasz rady postawić się ciemiężcy, jeśli nikt za tobą nie stanie. Zniszczy cię, zabije, poniży. Jeśli chcesz się sprzeciwić opresji, znajdź ludzi, którzy cię wesprą. Nie byłabym w stanie przeciwdziałać przemocy, gdybym nie miała wsparcia kobiet na całym świecie. Ciągle umacniamy się nawzajem w naszej walce.




Ile ma pani teraz lat?

61. Od pięciu lat nie mam raka.

Jak to jest być 60-letnią kobietą?

Wspaniale. Kocham swoje ciało. Nigdy tak dobrze się nie czułam. Gdy kończysz 60 lat, wiesz, kim jesteś. Nie przepraszasz za to, jaka jesteś, i nie czekasz na aplauz. Młoda kobieta tak często musi szukać potwierdzenia w oczach świata. Ciągle stara się sprostać wymaganiom społecznym. Kiedy kończysz 60 lat, myślisz sobie: to moje życie, jestem, jaka jestem, i już. Z tym poczuciem nadchodzi pewien spokój.

Nie marnuję czasu na błahostki. Piszę coraz więcej. Nie chcę zabrzmieć jak jakaś oszalała wiedźma, ale czuję przypływ nowej energii w świecie. One Billion Rising to był dopiero początek, ale czuję, że to dobra droga, by oprzeć się przemocy. Kiedy na to wpadłyśmy, wydawała się szalona, ludzie mówili: "Będziecie tańczyć przeciw przemocy? To śmieszne!". Może to i śmieszne, ale jest w tym tańcu radość i siła bycia razem. Jest w nim zabawa, pasja, energia seksualna. Połączenie umysłu i ciała.

Czuję, że ta energia, która ma potencjał odmiany świata, jest powiązana z siłą kobiet, innym postrzeganiem świata. Nie wiem, czym ona będzie, ale czuję ją, gdy tańczę z kobietami z Konga, gdy przedstawiam "Monologi waginy", kiedy słucham Abidy Parveen, pakistańskiej śpiewaczki sufijskiej poezji.

Aldous Huxley, brytyjski pisarz, pod koniec życia powiedział: "To nieco zawstydzające, że po całym życiu poświęconym roztrząsaniu sytuacji ludzkości na koniec nie mogę powiedzieć nic mądrzejszego niż: spróbujmy być dla siebie bardziej życzliwi".

I o to ostatecznie chodzi: bądźmy dla siebie dobrzy. Bo nie jesteśmy.

Gdy byłam młoda i ktoś by mi powiedział: "Ach, najważniejsza w życiu jest życzliwości i dobroć", chyba pękłabym ze śmiechu. Ale gdy się starzejesz, widzisz, że to ma sens. Istnieją proste zasady tego, jak się zachowywać.


Zadaj sobie pytanie: czy twoje spotkanie z drugą osobą sprawiło jej radość? Czy potraktowałaś drugą osobę z szacunkiem? Z jakim uczuciem odejdzie ta osoba? Jestem już za stara na to, by zachwycać się jakimś myślicielem, choćby był geniuszem, jeśli źle traktuje ludzi. Nie uwierzę już w niczyj intelekt, jeśli ktoś jest mizoginem i źle traktuje kobiety. Sorry, ale to już na mnie nie działa. W myśleniu i działaniu musi być konsekwencja. O dobre relacje z ludźmi należy dbać tak samo, jak dbamy o rozwój intelektualny.

Może pani na koniec dać pięć rad dla kobiet, żeby nie zmarnowały życia?

Serio? Tak fajnie nam się rozmawiało i nagle wyjeżdża pani z czymś takim Nie znoszę takich porad, a w kółko ktoś mnie o nie prosi. Brr!

Ja bym powiedziała: nie wiąż się z mężczyzną, któremu umierają rośliny doniczkowe.

A! Niech się zastanowię. To ja zapytam: zastanów się, co tu robisz, dziewczyno? Nie warto wieść przypadkowego życia, takiego, które przeleci obok ciebie. Więc zadaj sobie to pytanie i zadawaj je sobie każdego dnia: co ja tu robię? Czy jesteś tu, by mieć więcej, odnieść sukces, dojść na szczyt władzy, sławy? To jedna opcja. A może jesteś tu, by pomagać, przydać się na coś dobrego? Bądź ze sobą szczera. Którą drogę chcesz wybrać?

Co z tego, że czarny może wejść do tej samej restauracji co biały, jeśli nie stać go na hamburgera?

Żyjemy w trudnych czasach. To fakt, niezależnie od tego, czy ludzie przymykają nań oczy. Obudź się. Mieliśmy w Stanach najmroźniejszą zimę od 80 lat. Ziemię dręczą susze i huragany. Zostało nam niewiele czasu.

Więc oto moja rada dla ciebie: przebudź się z kapitalistycznego snu i przez najbliższe dziesięć lat daj z siebie wszystko, by pomóc tym, którzy potrzebują twojego wsparcia. A potem, jeśli zechcesz, wróć do swojego dawnego życia i baw się dobrze. Teraz jest czas na zmianę.


Eve Ensler, pisarka, feministka, autorka słynnych "Monologów waginy", w Kongu, w założonym przez kongijskie kobiety Mieście Radości, w którym leczy się kobiety ofiary gwałtów wojennych i szkoli je na liderki społeczności lokalnych. Ensler jest pomysłodawczynią V-Day i One Billion Rising - organizacji przeciwdziałających przemocy wobec kobiet na całym świecie


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Hellada dnia Pon 22:22, 06 Kwi 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gabrielle




Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 311
Przeczytał: 5 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Mazowsze
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 6:35, 08 Kwi 2015    Temat postu:

Cytat:
Ja bym powiedziała: nie wiąż się z mężczyzną, któremu umierają rośliny doniczkowe. 
A! Niech się zastanowię. To ja zapytam: zastanów się, co tu robisz, dziewczyno? Nie warto wieść przypadkowego życia

Wydaje się może przesadzone z tymi roślinami... ale znam kilka osób, którym schły wszystkie kwiatki, jakie dostali od nas... kilka osób, a raczej kilka starych panien z usposobienia.
Co ja robię tu? jest pytaniem, na które usiłuję sobie odpowiedzieć gdzieś tak od mgr przy nazwisku. Wcześniej wszystko było prostsze. Miejmy nadzieję, że za jakiś czas znowu będzie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.kobietybi.fora.pl Strona Główna -> Artykuły Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

Skocz do:  

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001 phpBB Group

Chronicles phpBB2 theme by Jakob Persson (http://www.eddingschronicles.com). Stone textures by Patty Herford.
Regulamin